Brat czeka na końcu drogi 5


14 lipca 2008, 15:10

— Masz dosyć? — zapytał mężczyzna. Zasapał się i począł ocierać spocone czoło;
jego wielka, kraciasta chustka stała się momentalnie mokra.
Od stolika stojącego w rogu podniosło się dwóch kolejarzy. Podeszli do leżącego i pochylili
się nad nim.
— Teraz ma dosyć — powiedział jeden z nich. Zwrócił się do stojącego wciąż
mężczyzny. — Wyprowadzę go na peron. Świeże powietrze dobrze mu zrobi.
— Bydlę — mruknął mężczyzna. Usiadł.
Kolejarze wzięli leżącego pod ramiona i wyprowadzili go na peron. Noc była duszna,
brakowało im oddechu, uciskały sztywne kołnierzyki. Pachniało czadem i liśćmi nagrzanymi
za dnia. Daleko, nad zielonymi światłami semaforów, błyszczały blednące gwiazdy
Wielkiego Wozu.
— Lepiej? — zapytał jeden z kolejarzy zgarbionego.
Kiwnął głową.
— Wiesz już, gdzie jest twój brat?
Nic nie odpowiedział ani nie uczynił żadnego ruchu głową. Kolejarz odpiął z rzemienia
latarkę i oświetlił sobie nią twarz.
— Rozumiesz, co będę mówił do ciebie?
— Tak — powiedział zgarbiony.
— Wiesz, gdzie mieszka twój brat?
— Nie. Nie wiem.
Milczeli przez chwilę. Kolejarz uniósł nieco wyżej latarkę.
— Słuchaj — powiedział. — Widzisz ten tor?
— Tak — rzekł zgarbiony.
— Idź prosto tym torem. To kilometr, może dwa. Widziałem się dzisiaj z twoim
bratem. Powiedział, że będzie na ciebie czekać. Spotkasz go. Mówił mi, że weźmie cię do
siebie. Rozumiesz?
— Tak — powiedział zgarbiony.
— To idź już, czas. Chcesz papierosa?
— Nie — powiedział zgarbiony. — Muszę iść. Jeżeli on na mnie czeka, to muszę iść.
Przyjadę do was kiedyś z bratem.

Do tej pory nie pojawił się jeszcze żaden komentarz. Ale Ty możesz to zmienić ;)

Dodaj komentarz